Frankenstein – Mary Shelley

Adrianna Juranek
1 lutego, 2021

Książki215 0/5

fot. unsplash.com

“Fantastyczna fabuła obok straszliwego losu istoty ludzkiej powstałej w laboratorium i skazanej na tragiczną samotność ukazuje dramat uczonego, który nie zdołał przewidzieć katastrofalnych następstw swego niezwykłego osiągnięcia. W erze rozbicia atomu i podróży międzyplanetarnych “Frankenstein” stanowi niejako przypomnienie i przestrogę, że nieprzemyślane wykorzystanie odkryć naukowych może się w skutkach obrócić w nieszczęście dla ludzkości.” (opis wydawcy)

Frankenstein

Mary Shelley

Powieść “Frankenstein” jest dziełem legendarnym. Nie mniej niezwykłe są okoliczności jej powstania. Miało to miejsce w 1816 roku, tak zwanym “roku bez lata”, deszczowym i ponurym. Grupa przyjaciół i przy okazji znanych do dziś romantyków, spędzała lato w domku przy Jeziorze Genewskim. Ponoć to lord Byron (jeden z najwybitniejszych poetów i dramaturgów), dla pokonania nudy, zaproponował zabawę – wymyślenie gotyckiej, niesamowitej opowieści. Mary, 19-letnia wówczas małżonka poety Percy’ego B. Shelley’a, przelała na papier swoje koszmarne sny, przemyślenia, niepokój związany z macierzyństwem, z szybko rozwijającą się nauką; ale i fascynację jej potęgą. Moralne obawy; osobiste refleksje i możliwe scenariusze związane z rozwojem cywilizacji i nauki. W ten sposób narodził się “Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz”, wydany (anonimowo) w 1818 roku. 

Historia szaleństwa

Robert Walton –  młody, pełen marzeń (i złudzeń) podróżnik, szuka przygód i odkryć na zimnych wodach Arktyki. Wśród tego śnieżnego, lodowego pustkowia, natyka się nagle na samotną postać – wycieńczonego do granic możliwości Wiktora Frankesteina. Żeglarz spisuje opowieść Frankensteina w dzienniku i listach do siostry. A jest to opowieść niesamowita.

Współczesny Prometeusz

Wiktor pochodził ze szczęśliwej, kochającej rodziny. Był bardzo inteligentny i łaknął wiedzy, posłano go więc na studia do Inglostadt. Zafascynowany już wcześniej alchemią i filozoficznymi przemyśleniami, na studiach przerodził fascynację w obsesję. Marzył o dorównaniu bogom, o poznaniu tajemnicy ‘iskry’, dzięki której można tworzyć życie. 

Nie cofając się w swoich eksperymentach przed niczym, przekraczając coraz bardziej granice szaleństwa, Wiktor tworzy w końcu człowieka – a raczej coś co miało go przypominać. Pogrążony w szale swej pracy, chcąc ożywić twór idealny niczym biblijny Adam, przypadkowo tworzy potwora. Postać olbrzymią, potężną i straszną. Przerażony naukowiec wyrzeka się swojego dzieła i odpowiedzialności za nie, ucieka.

Potwór Frankensteina

W dalszej części powieści towarzyszymy owemu demonowi, szatanowi (jak nazywa go naukowiec). Osamotniony twór  jest świadom swojego istnienia, uczy się panować nad ciałem, nad zmysłami. Obserwując z ukrycia obcych ludzi, poznaje ich zwyczaje, mowę, kulturę. Czyta książki, zdobywa wszechstronną wiedzę. Szuka towarzystwa, akceptacji, współczucia – skutki są tragiczne.

Nienaturalny i odrzucający – odtrącony, budzący wyłącznie obrzydzenie i strach, nazywany potworem – w końcu faktycznie się nim staje. Jest to transformacja stopniowa, ale nieunikniona i wywołana przez ludzi, którzy przemocą i pogardą odpowiadali na niewinność i smutek, nie rozumiejąc jego inności. W rezultacie, potwór Frankensteina obraca się przeciwko swemu stwórcy (i ogólnie ludzkości) i dąży do zemsty

Mam w sobie wielką miłość, której nie potrafisz sobie wyobrazić. Oraz wielki gniew, który zadziwiłby Cię ogromnie. Jeśli nie zaspokoję jednego… pogrążę się w drugim.

Wrażliwość w masce potwora

Powieść Mary Shelley do dziś pozostaje bardzo uniwersalna. Można ją interpretować na wiele różnych sposobów – wystarczy spojrzeć na kategorię przypisaną książce na stronach internetowych – niekiedy zaliczana jest do horroru, niekiedy do literatury pięknej, jest również uważana za powieść filozoficzną, thriller i romans. Na dodatek “Frankenstein” nazywany jest prekursorem gatunku sciene fiction w literaturze. 

Współczesna twórczość i wielki ekran bardzo zniekształciły postać potwora Frankensteina. Każde dziecko zna olbrzyma z tępą miną i śrubami w głowie. Zielony wielkolud chodzący z trudem i powtarzający pojedyncze słowa już chyba na zawsze zagnieździł w popkulturowym świecie – warto jednak wiedzieć, że pierwowzór to myśląca i czująca istota, stworzona jako karykatura człowieka.

Nieszczęśników wszyscy nienawidzą, jakżeż muszą tedy nienawidzić mnie, najżałośniejszego spośród wszystkich żywych istot! Ale i ty, mój stworzyciel, odrzucasz mnie ze wzgardą, choć jestem twym własnym dziełem, choć związaliśmy węzłem, który może przeciąć tylko śmierć jednego z nas. Oto pragniesz mnie zgładzić. Jak śmiesz tak igrać z życiem?

0 / 5. 0

Adrianna Juranek

Ekspert w dziedzinie literatury, licencjatka filologii śródziemnomorskiej. Pasjonatka podróży, egzotycznej kuchni oraz popkultury. Wolne chwile poświęca na fitness, długie spacery lub seriale.

Komentarze